eXploited: Strzępy historii
Strzępy historii Drukuj Email
Wpisany przez Piotr 'Dziq' Stolarczyk   
Środa, 28 Styczeń 2009 17:42
„Przeszłość nie istnieje.
Są tylko jej nieskończone wersje”

Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

 

Nie, nie wykończył ich szalony naukowiec. Nie była to też rebelia czwartej generacji mikrofalówek. Nie było III wojny światowej. Ani jakiegoś ogromnego terrorystycznego ataku rodem z hollywoodzkiego filmu. Chociaż te dwa ostatnie...

Jakie to proste - wrodzony instynkt walki pozwolił ludziom przetrwać na tyle długo, by możliwe było stworzenie cywilizacji. Wrodzony instynkt walki pchnął ich do stworzenia broni zdolnej do zniszczenia świata - z nimi włącznie. Wreszcie ten właśnie instynkt pchnął ich do użycia tej broni. Natura stworzyła człowieka mającego samobójstwo wpisane w genach.

Jest początek XXI wieku. „Cywilizowany Świat”, te kilka enklaw względnego spokoju i dobrobytu na ziemi – Europa Zachodnia, Ameryka Północna, Australia – przeżywa swoje 5 minut. To rekordowy w ich dziejach okres pokoju - od 60 lat na żadnym z tych terenów nie prowadzono działań wojennych. Dla trzeciego już, nieznającego wojny pokolenia trwające status quo wydaje się być porządkiem niezmiennym i ostatecznym. W wielu państwach rozwiniętych widoczny jest na razie niewielki, ale systematycznie narastający kryzys. Jest on związany z innym, również coraz bardziej znaczącym problemem – bezrobociem. Nowoczesne, zautomatyzowane zakłady produkcyjne niemal nie potrzebują siły roboczej. Są w stanie produkować ogromną ilość towarów, których jednak nie ma kto wykupywać – niemal połowa społeczeństwa jest pozbawiona pracy i – jako, że zgubna w dłuższej perspektywie idea państwa opiekuńczego umarła już nawet we Francji i Niemczech – może sobie pozwolić tylko na najbardziej niezbędne wydatki.

Jak zwykle w czasach kryzysu do głosu dochodzą wszelkiego rodzaju populiści. Tym razem są to przede wszystkim przeróżni narodowcy – mówi się wręcz o renesansie nacjonalizmów.

Z zastojem gospodarczym różnie próbuje się walczyć.

Unia Europejska jak zwykle nowatorskie pomysły najpierw wypróbowuje na ograniczonym obszarze. W Europie środkowo-zachodniej powstaje coś w rodzaju specjalnej strefy ekonomicznej, twór nazwany później Unią Miast. Na tych terenach panuje, za wyjątkiem niektórych surowców, całkowity zakaz importu z zewnątrz. Działa też specjalna klauzula określająca, m.in. minimalne zatrudnienie w zakładzie produkcyjnym przy określonej wysokości produkcji (zakaz pełnej mechanizacji) oraz jakie zawody nie mogą być „zmechanizowane”. Unia Miast docelowo miała być całkowicie samowystarczalna i stopniowo objąć cały teren Unii Europejskiej.

W Stanach Zjednoczonych rzecz się miała inaczej. Pseudonacjonaliści, którzy uzyskali znaczną władzę na głoszeniu populistycznych haseł nie mieli większego pomysłu na zażegnanie kryzysu. Przeforsowana przez nich ustawa antyimigracyjna była nie tyle faktyczną próbą poprawy sytuacji, co logiczną kontynuacją głoszonych wcześniej demagogicznych haseł. Cofnięcie zielonych kart i wydalenie obcokrajowców miało na celu stworzenie wrażenia, że ktoś wreszcie poważnie zajął się zaistniałymi problemami. Wiedząc, na jak kruchych podstawach utrzymuje się zdobyta przez nich pozycja, populiści desperacko poszukiwali czegoś, co pchnie gospodarkę Stanów do przodu. I znaleźli - masowe zbrojenia. Nakręciły gospodarkę USA po II wojnie światowej, więc mogły to zrobić jeszcze raz. Potrzebny był jeszcze tylko wróg. No i zgrabny pretekst. To, że niektórzy z Rosyjskich oligarchów utrzymuje kontakty z terrorystami było wiadome od dawna. Teraz po prostu zaczęło się opłacać nagłośnić sprawę. Nagłośnić i rozdmuchać.

Historia lubi się powtarzać. Dalej sprawy toczyły się według scenariusza znanego już z zimnej wojny. Zepsucie się stosunków między mocarstwami, groźby i uszczypliwe komentarze, podział niemal całego świata na 2 obozy: jeden związany z Rosją, drugi z USA, wreszcie tak potrzebny władzom Stanów wyścig zbrojeń. Oczywiście nie wszystko działo się tak samo jak kiedyś. Tym razem kapitalistyczna Rosja również wyrwała się z ekonomicznego zastoju (pierwszy wyścig zbrojeń był katastrofalny w skutkach dla centralnie planowanej gospodarki ZSRR). No i wszyscy byli szczęśliwi. Populiści w USA, bo wzrost gospodarczy i atmosfera strachu umacniały ich władzę. Władze Rosji, bo znów mogły dać upust imperialnym ambicjom. Zwykłym ludziom musiało wystarczyć to, że mimo straszenia ich wielką wojną wciąż są przy życiu. Europa dalej eksperymentowała sobie z jakąś tam Unią Miast, nawet zaczynało jej to wychodzić na dobre. Kompletnie już zapomniani terroryści. I reszta świata. Ale kto by się martwił resztą świata?

Ten dziwny impas trwał wiele lat. Zgromadzony przez ten czas amerykański arsenał był wystarczający, aby wysadzić świat w powietrze. Amerykanie dysponowali również nowym rodzajem broni masowej zagłady, których uderzenie nie wiązało się z wyrzuceniem w atmosferę ogromnych ilości radioaktywnego pyłu. Miało to, przynajmniej w teorii zapobiec nuklearnej zimie w przypadku złego obrotu sprawy. Mieli też oparty na satelitach system obrony przeciwrakietowej. Rosja miała wystarczająco atomówek by wysadzić w powietrze całe Stany Zjednoczone. Posiadała też oparty na satelitach system broni EMP mogący w razie potrzeby zniszczyć wszystkie satelity okołoziemskie – a więc też wyłączyć amerykańską tarczę antyrakietową. Doskonały układ, bo nie pozwalający nikomu trzeciemu dołączyć się do nuklearnej gry.

Nic nie trwa wiecznie. Wszystko, co w świecie powstało, prędzej czy późnej upadnie. Również chory układ między USA, a Rosją powoli zbliżał się ku swej agonii. Coraz głośniej mówiło się o bezsensie wyścigu zbrojeń, bezsensie II Zimnej Wojny, na której ucierpieli wszyscy poza dwoma adwersarzami. Nawet Amerykańskie społeczeństwo miało już dosyć, zbyt widoczna była bowiem bezcelowość konfliktu, zbyt słabe jego podstawy. Pseudo nacjonaliści tracili grunt pod nogami. Mimo, że wielu z nich było w stanie walczyć o utrzymanie władzy wszelkimi możliwymi środkami, ich upadek zdawał się już tylko kwestia czasu. Znów pojawiła się iskierka nadziei na lepsze, normalniejsze jutro.

Pojawiła się i natychmiast zgasła. Zgasła dokładnie o godzinie siódmej minut sześć czasu Greenwich, dnia 6 czerwca roku 2031.

Wszystko rozegrało się według banalnego scenariusza, wyeksploatowanego już do cna przez dziesiątki książek, filmów i gier. I tylko jedno pytanie pozostaje niewyjaśnione: kto? Czyja ręka nacisnęła ten magiczny czerwony guzik? Technicznie nie było to trudne. Stany Zjednoczone korzystały z przestarzałych, sięgających XX wieku procedur, nieprzystosowanych do poziomu technologicznego kolejnego stulecia. Tak naprawdę każdy posiadający odpowiednio dużo pieniędzy i wpływów był w stanie tego dokonać bez wiedzy i woli ludzi odpowiedzialnych za broń atomową USA.
Jednak wysłać do piachu znienawidzone już przez wszystkich Stany i Rosję to jedno, a doprowadzić do upadku cywilizacji to drugie. O tym pierwszym marzyło wielu, kto mógł chcieć tego drugiego? Fanatycy? Nie brzmi to prawdopodobnie. Szaleńcy? To już kompletna bzdura. Ktoś u władzy, nie mogący się pogodzić z tej władzy nieuchronną utratą? To jak science-fiction klasy B. Miałaby to być zwykła pomyłka? Błąd? Niedopatrzenie? Podobną głupotę trudno by było sobie wyobrazić.

Rację miał ten, który przyrównał nas do karaluchów, bo jak karaluchy jesteśmy kompletnie nie do wytępienia. Gdy opadł pył po świecie, który upadł w tak żałosny sposób na jaki sobie zasłużył okazało się, że wielu jednak przeżyło. Przejściowe pokolenie było zbyt rozpieszczone w młodości technologią, by móc zrobić coś więcej ponad grzebanie się po śmietniku świata w poszukiwaniu jedzenia i okrycia. Dopiero kolejne, nie znające już i nie rozumiejące świata przed apokalipsą mogły na tym śmietniku czegoś dokonać. Jakieś trzy tysiące lat dorobku społecznego i kulturalnego poszło w zapomnienie, jednak człowiek nadal podświadomie dąży do ułożenia sobie wszystkiego w jakiś porządek.

Właśnie rodzi się Nowy Świat.

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Tytuł:
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 
VALID CSS   |   VALID XHTML